Już po raz czwarty z rzędu drugoligowym piłkarzom nie uda się rozegrać pełnej kolejki. Wśród odwołanych spotkań znalazł się mecz w Łodzi, gdzie piłkarze ŁKS mieli się zmierzyć ze Stalą Stalowa Wola. Po raz pierwszy w tym roku do walki o punkty przystąpili natomiast zawodnicy PGE GKS Bełchatów. W ich przypadku lepiej by jednak było, gdyby nie zagrali...
Podopieczni Mariusza Pawlaka przed sezonem byli stawiani w gronie głównych kandydatów do awansu. Jesień nie była jednak dla bełchatowian zbyt udana. Wiosna również zaczęła się fatalnie. Ze względu na pogodę i zły stan boisk ekipa z Bełchatowa w trzech poprzednich kolejkach nie grała. W 23. serii spotkań zespół z ul. Sportowej miał zaplanowany mecz z Rozwojem w Katowicach. Kilka dni wcześniej gospodarze wystąpili z wnioskiem o odwołanie spotkania, jednak później wycofali go i mecz się odbył. Po jego zakończeniu goście daliby wiele za możliwość cofnięcia czasu i przełożenia spotkania na inny termin. Przed rozpoczęciem rywalizacji z PGE GKS drużyna z Górnego Śląska otwierała strefę spadkową. Teraz jest już nad kreską i ma tylko o sześć punktów mniej od mających pierwszoligowe aspiracje bełchatowian, którzy do domu wracali po porażce 0:1. Gola na wagę trzech punktów w 83. minucie strzelił dla Rozwoju Adam Żak.
- Trudno powiedzieć coś dobrego po przegranym meczu. Bardzo czekaliśmy na inaugurację tej rundy i chcieliśmy dobrze w nią wejść. Niestety, przegraliśmy. To boli. Jest nam bardzo przykro, że wracamy do domu bez punktów. Wyciągniemy jednak wnioski z tej porażki - powiedział po spotkaniu szkoleniowiec PGE GKS.
W wielkanocną sobotę bełchatowianie na swoim stadionie mają zagrać ze Zniczem Pruszków (31 marca, godz. 17). Dzień wcześniej w meczu na szczycie prowadzący w rozgrywkach GKS 1962 Jastrzębie podejmie trzeci w tabeli ŁKS (30 marca, godz. 19).
Foto: gksbelchatow.com













