W 16. kolejce 2. ligi do prowadzącego w rozgrywkach Widzewa przyjechał trzeci w tabeli PGE GKS Bełchatów. Mecz na szczycie zakończył się bezbramkowym remisem, po którym obie strony czuły niedosyt.
Gospodarze przystąpili do meczu mając za sobą serię siedmiu kolejnych zwycięstw. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego byli więc stawianie w roli faworytów i liczyli na kolejną wygraną przed własną publicznością. Nic więc dziwnego, że w tej sytuacji remis przerywający serię wygranych nie był dla widzewiaków powodem do zadowolenia. Spotkanie tak się jednak ułożyło, że w jego trakcie to goście stanęli przed ogromną szansą na wygraną. Zespół prowadzony przez Artura Derbina nie potrafił jednak wykorzystać długiej gry w przewadze, więc z boiska również schodził niezadowolony.
Widzew tylko przez kwadrans grał w pełnym zestawieniu. W 15. minucie na środku boiska doszło do awantury, w której uczestniczyli niemal wszyscy zawodnicy obu drużyn. Zamieszanie skończyło się najgorzej dla Daniela Świderskiego, który za odepchnięcie Patryka Rachwała obejrzał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko. Pomocnik GKS został ukarany kartką żółtą. Dla gospodarzy nie był to jednak koniec nieszczęść, bo mecz kończyli w dziewięciu. W 60. minucie Marka Zuziaka zastąpił Sebastian Kamiński, który jednak zbyt długo nie zagrzał miejsca na placu gry. W ciągu dziewięć minut obejrzał dwie żółte kartki, a w ich konsekwencji czerwoną i śladem Świderskiego powędrował do szatni. Przez ponad 20. minut widzewiacy grali więc w dziewięciu, jednak gracze PGE GKS nie potrafili wykorzystać liczebnej przewagi. Ostatecznie mecz zakończył się bezbramkowym remisem, po którym Widzew nadal jest na pierwszym miejscu (37 pkt.), a bełchatowianie spadli na czwartą pozycję (26).
- Jesteśmy mocno sfrustrowani tym, że po raz kolejny grając w przewadze nie wygrywamy. Być może duży ładunek emocjonalny sprawił, że nie był to ładny mecz. Nie zabrakło nam serca i mentalnie wytrzymaliśmy trudy tego spotkania, jednak boli nas to, że nie potrafiliśmy wykorzystać przewagi i sprawić tu niespodzianki. Nie strzelamy dużo bramek, więc trudno było liczyć, że wygramy tu 3:0. W ofensywie mieliśmy jednak problemy i to jest nasza bolączka. Trzeba jednak docenić wynik, który robimy, bo mamy swoje problemy. Były punkty minusowe, budżet jest mniejszy niż w poprzednim sezonie, a w kadrze mamy dużo młodzieży. W chwili obecnej nie jesteśmy więc w stanie jak równy z równym konkurować z Widzewem. Ludzie pracujący w klubie stają jednak na rzęsach, żebyśmy normalnie funkcjonowali i jestem przekonany, że dla Bełchatowa słońce jeszcze zaświeci - powiedział po meczu trener Derbin.
- Jak tak dalej pójdzie, to nagrody fair-play nie wygramy. Z wieloma zawodnikami trzeba będzie porozmawiać, bo poniosły ich emocje. Zabrakło nam opanowania i trzeba przeanalizować, skąd się to wzięło. Jeżeli doświadczony zawodnik wchodzi z ławki i ogląda dwie kartki, to coś jest nie tak. Dobrze, że zespół wybronił ten punkt - podsumował opiekun Widzewa.
W sobotni wieczór emocje poniosły jednak nie tylko zawodników. Z trybun na boisko rzucano różne przedmioty (m.in. butelki i zapalniczki), a ekipa gości usłyszała też wiele niecenzuralnych słów z ust osób blisko związanych z Widzewem. Po spotkaniu trener Mroczkowski przeprosił bełchatowian za to, co spotkało ich na obiekcie przy al. Piłsudskiego. - Byłem w szatni Bełchatowa i przeprosiłem za to, co się stało. Poszedłem tam, bo jest mi zwyczajnie wstyd. Nie chcę, żeby nas tak postrzegano. Respekt i szacunek wszystkim się należy - wyjaśnił szkoleniowiec Widzewa.
W 17. serii spotkań 3 listopada Widzew zagra z Grudziądzu z Olimpią (godz. 17), a dzień później w Bełchatowie PGE GKS podejmie Błękitnych Stargard (17).













