W trzeciej kolejce drugoligowych rozgrywek piłkarze ŁKS wygrali przy al. Unii 1:0 z MKS Kluczbork, a PGE GKS w Stalowej Woli pokonał 4:1 Stal. Mało kto się chyba wówczas spodziewał, że prawie 1/3 sezonu trzeba będzie czekać na kolejny weekend, w którym obie drużyny z naszego województwa będą się mogły cieszyć z kompletu punktów. Tak stało się dopiero w czternastej serii spotkań, gdy ŁKS pokonał w Łodzi Garbarnię Kraków, a PGE GKS w Bełchatowie okazał się lepszy od ekipy z Kluczborka. Oba mecze gospodarze wygrali 1:0. Dla bełchatowian była to pierwsza wgrana od 26 sierpnia i zwycięstwa 2:0 w 6. kolejce z Rozwojem Katowice.
Do starcia z MKS Kluczbork podopieczni Mariusza Pawlaka przystępowali w kiepskich nastrojach, spowodowanych przedłużającą się serią spotkań bez wygranej. Ekipa z ul. Sportowej nie była jej w stanie przerwać nawet w meczu z zamykającą tabelę Gwardią Koszalin. To spotkanie miało się odbyć 7 października, ale zostało przełożone na 18. Cztery dni przed konfrontacją z MKS bełchatowianie w potyczce z czerwoną latarnią rozgrywek stracili u siebie dwa gole i dwa punkty. Nic dziwnego, że po remisie 2:2 humory im nie dopisywały. Poprawiły się dopiero w niedzielę, po zakończeniu meczu z Kluczborkiem. Zwycięstwo 1:0 zapewnił gospodarzom Łukasz Pietroń, który w 31. minucie wykorzystał rzut karny, podyktowany za zagranie ręką. Więcej goli nie było, ale ten jeden niezmiernie uradował wszystkie osoby związane z PGE GKS.
- To był dla nas drugi mecz w ciągu czterech dni. Poprzedni nie dał zadowolenia w postaci wyniku. Teraz możemy być zadowoleni, bo zwycięstwo w końcu przyszło. Moi zawodnicy pracowali jak w poprzednich spotkaniach, więc pod tym względem nie ma specjalnie czym się chwalić. Tym razem na boisku widziałem zespół, który udawał, że nie ma żadnej presji. W końcowych fazach wykończenia akcji, chociażby w pierwszych 20 minutach, widać jednak było, że w głowach coś siedziało. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach już będzie zdecydowanie lepiej, że wrócimy do spokojniejszych wykończeń i będziemy zdobywać więcej goli, bo pracujemy nad tym. Ta liga nie ma dzisiaj faworytów. Jest dobra i wyrównana - powiedział Pawlak, który rozpoczął już z drużyną przygotowania do wyjazdowej potyczki z otwierającą strefę spadkową Wisłą Puławy (28 października, godz. 16). W tym spotkaniu w ekipie PGE GKS będą już mogli wystąpić wracający po kontuzji Adrian Klepczyński oraz Patryk Rachwał i Emile Thianake, mający za sobą pauzę za kartki.
Długa seria spotkań bez zwycięstwa sprawiła, że bełchatowianie wypadli ze ścisłej czołówki. Po zwycięstwie z trzecim od końca MKS drużyna Pawlaka jest na ósmej pozycji i traci sześć punktów do czwartego ŁKS. Beniaminek z al. Unii kontynuuje serię dość udanych spotkań z zespołami zajmującymi miejsca w górnej części tabeli. Po wyjazdowych remisach z liderującą Wartą Poznań i depczącym jej po piętach Radomiakiem Radom podopieczni Wojciecha Robaszka ograli Garbarnię, która po trzynastu kolejkach zajmowała piątą pozycję.
W tym meczu łodzianie wystąpili m.in. bez pauzującego za kartki Jewhena Radionowa. Absencja najskuteczniejszego strzelca nie przeszkodziła im w odniesieniu zwycięstwa i pokazała, że ofensywnych poczynań nie trzeba ograniczać do kopania piłki w kierunku jednego zawodnika. Tym razem ŁKS próbował różnych wariantów ofensywnych i miał kilka dobrych okazji do strzelenia gola. Najlepszych nie wykorzystał Paweł Pyciak, który pod koniec pierwszej połowy po zagraniu Łukasza Zagdańskiego zza pola karnego nie trafił do pustej bramki, a przed zakończeniem meczu zmarnował jeszcze lepszą sytuację. Tym razem przejął piłkę po błędzie obrońcy, minął bramkarza i strzelił, ale zbyt lekko i jeden z obrońców zdołał wybić piłkę sprzed linii bramkowej. Gola łodzianie jednak strzelili, ale ze stałego fragmentu gry. W 37. minucie po rzucie rożnym aż trzech ełkaesiaków nabiegało na piłkę. Pierwotnie strzelcem gola okrzyknięto Maksymiliana Rozwandowicza, jednak po meczu okazało się, że do siatki rywali trafił Piotr Pyrdoł. - Nie do końca wiedzieliśmy kto strzelił tego gola. Zastanawialiśmy się czy była to bramka samobójcza, czy Maks ją zdobył? Wszystko zostało wyjaśnione w szatni. Piotrek powiedział, że to jego gol – wyjaśnił Jacek Janowski ze sztabu szkoleniowego ŁKS.
Trzy punkty wywalczone z Garbarnią pozwoliły drużynie z al. Unii utrzymać czwarte miejsce w tabeli. Do trzeciego GKS 1962 Jastrzębie łodzianie tracą trzy punkty, a do Radomiaka i Warty po 4. Na piątą pozycję awansowała Siarka Tarnobrzeg, która do ŁKS traci dwa oczka. Po następnej kolejce to się jednak może zmienić, gdyż te zespoły zmierzą się w bezpośrednim pojedynku. Mecz w Tarnobrzegu rozpocznie się 28 października o godz. 14.
Foto: lkslodz.pl













