W okresie świąteczno-noworocznym tradycyjnie już pojawiają się różnorodne rankingi i zestawienia, podsumowujące kończący się rok. O tym, jak będzie pamiętany decydują przede wszystkim spektakularne wydarzenia, trafiające do świadomości licznej grupy odbiorców. Sport nie jest tu wyjątkiem, więc w zestawieniach dominują sukcesy i porażki z Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Dla kibiców piłkarskich kluczowe znaczenie miały natomiast mistrzostwa Europy, na których z powodzeniem grała również reprezentacja Polski. Niestety, wśród kadrowiczów próżno było szukać piłkarzy z woj. łódzkiego. To efekt spektakularnej zapaści, jaka kilka lat temu dotknęła najsilniejsze kluby z naszego regionu. O poziomie reprezentacyjnym i ekstraklasowym musimy więc na razie zapomnieć i w rocznych podsumowaniach skupić się na wydarzeniach o mniejszej skali.
Na początku roku 2016 dość spokojnie można jeszcze było spoglądać w tabelę I ligi, gdzie występował jeden reprezentant Łódzkiego Związku Piłki Nożnej. Wiosenna część sezonu okazała się jednak fatalna dla PGE GKS Bełchatów. W piętnastu kolejkach brunatni nie zdołali obronić dziesięciopunktowej przewagi nad strefą spadkową i rok po opuszczeniu ekstraklasy pożegnali się z jej zapleczem. Po tej klęsce pojawiły się głosy, że zespół nie przystąpi do rozgrywek II ligi. To zagrożenie udało się zażegnać, jednak ciągnące się za klubem problemy organizacyjno-finansowe sprawiły, że nowy sezon bełchatowianie musieli rozpocząć z trzema punktami ujemnymi. W krytycznej sytuacji ster tonącego okrętu powierzono Michałowi Antczakowi, który od 18 czerwca do 24 sierpnia pełnił funkcję prezesa. W tym czasie wykonał czarną robotę związaną nie tylko ze skompletowaniem zespołu, ale przede wszystkim dokumentów umożliwiających otrzymanie licencji na grę w II lidze. Po Antczaku fotel prezesa przejął Wiktor Rydz, któremu piłkarze PGE GKS nie dawali jednak zbyt wielu powodów do zadowolenia. Na 15. kolejek przed końcem sezonu niedawny pierwszoligowiec ma tylko jeden punkt przewagi nad strefą spadkową. Nic więc dziwnego, że w Bełchatowie wszyscy chcą jak najszybciej zapomnieć o roku 2016 i wierzą, że kolejny będzie znacznie lepszy.
Podobnie jest w kilku klubach, które w minionych dwunastu miesiącach walczyły na trzecioligowych boiskach. Duże rozczarowanie przeżyli kibice z Aleksandrowa Łódzkiego i Tomaszowa Mazowieckiego. Na półmetku poprzednich rozgrywek Sokół był na pierwszym miejscu i miał cztery punkty przewagi nad drugą w tabeli Lechią. Niestety, żadnej z tych drużyn nie udało się awansować do 2.ligi. Zrobiła to Polonia Warszawa, która wiosną z nawiązką odrobiła dziesięciopunktową stratę do Sokoła. W nowym sezonie zespoły z Aleksandrowa i Tomaszowa spisują się słabiej niż w poprzednim, co tylko powiększa frustrację związaną z niewykorzystaną szansą na awans. Jeszcze gorzej rok 2016 będą jednak wspominali sympatycy Warty Sieradz, Warty Działoszyn i Neru Poddębice. Te zespoły nie zdołały zapewnić sobie utrzymania w III lidze i zamieniły się miejscami z Reaktywacją Tradycji Sportowych Widzew. Zespół tego stowarzyszenia po rocznej działalności wygrał rywalizację w lidze IV, zapewniając sobie miejsce w wyższej klasie rozgrywkowej. Pierwsza część roku była więc bardzo udana dla nowego Widzewa. Taka sama miała być druga połowa. Przed nowym sezonem wszyscy w ekipie beniaminka zgodnie podkreślali, że jedynym celem zespołu jest kolejny awans. Piąte miejsce na półmetku rozgrywek i strata 12 pkt. do lidera sprawiły jednak, że rok 2016 widzewiacy kończyli w minorowych nastrojach. Z taką samą skutecznością na trzecioligowych boiskach grali jesienią zawodnicy Pelikana Łowicz, dla których również nie był to najlepszy okres w historii.
Kto więc w Łódzkim Związku Piłki Nożnej będzie najmilej wspominał rok 2016? Na pewno Adam Kaźmierczak, który w czerwcu wygrał wybory i na stanowisku prezesa zastąpił Edwarda Potoka. Na tym sukcesie jednak nie poprzestał. Jesienią zdobył miejsce w nowym zarządzie Polskiego Związku Piłki Nożnej i został przewodniczącym Komisji ds. Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Powodów do narzekań nie miał również Tomasz Salski, który w roku 2016 został m.in. prezesem ŁKS i wiceprezesem ŁZPN oraz zadebiutował w roli delegata na zjazd PZPN. Najważniejszy był jednak sukces sportowy, który przybliżył piłkarzy ŁKS do II ligi. Przed rozpoczęciem sezonu Salski powierzył drużynę Marcinowi Pyrdołowi i pod wodzą tego szkoleniowca łodzianie nie przegrali jesienią meczu. Na półmetku rozgrywek ŁKS jest liderem grupy I trzeciej ligi i ma pięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Finishparkietem Nowe Miasto Lubawskie. Nic dziwnego, że pod koniec roku Salski niemal od wszystkich odbierał życzenia awansu do II ligi.
- Dzisiaj nie możemy już mówić o tym, że nie walczymy o awans, tylko myślimy o najbliższym meczu. Ten awans jest naszym celem i nie da się ukryć, że w życzeniach ta kwestia regularnie się powtarzała – powiedział Salski, który powody do radości ma jednak nie tylko z dobrej gry zespołu w pierwszej części trwających rozgrywek. - Jeśli chodzi o ŁKS, to jestem zadowolony z miejsca w tabeli i postawy drużyny, ale także ze współpracy z osobami działającymi w klubie. Mam poczucie, że otoczyłem się ludźmi, z którymi skutecznie budujemy podstawy normalnie funkcjonującego klubu. W oparciu o prywatne pieniądze rozpoczęliśmy realizację naszych pomysłów dotyczących rozbudowy bazy sportowej przy ul. Minerskiej. To następny krok w drodze do rozwoju i dowód na to, że bardzo poważnie myślimy o tym klubie – wyjaśnił Salski.
Na wspomnianych przez niego terenach miasto buduje piłkarski ośrodek treningowy z czterema boiskami, placem ćwiczeń dla bramkarzy, krytą trybuną i budynkiem szatniowo-administracyjnym. Władze ŁKS postanowiły we własnym zakresie rozszerzyć ten projekt. W tym celu zakupiły sąsiadujący z ośrodkiem teren, na którym są m.in. korty tenisowe. Poprzedni właściciel rozpoczął tu również budowę hotelu, który będzie dokończony. O kupnie tej działki i planowanych przez klub inwestycjach niewiele się jednak do tej pory mówiło. - Pieniądze lubią ciszę, więc staraliśmy się spokojnie do tego podchodzić. Tym bardziej, że na razie nie ma się czym chwalić. Zakup działki to dopiero pierwszy krok. Teraz trzeba przygotować dużo środków, żeby nasze marzenia się spełniły. Chcielibyśmy, żeby docelowo było tu piłkarskie centrum z prawdziwego zdarzenia, takie, jakie można spotkań w znacznie lepiej piłkarsko rozwiniętych krajach Europy. W takich ośrodkach oprócz boisk i zaplecza szatniowego mają również zaplecze hotelowo-restauracyjne. Zakupiona przez nas działka jest dość duża, ma ok. 1,5 ha, więc być może obok kortów uda się tam zmieścić również boisko. Marzy nam się takie pod balonem. Z małymi zmianami będziemy kontynuować budowę budynku hotelowego. Zleciłem swojej grupie projektowej prace, których celem jest wygenerowanie większej liczby pokoi. Planowaną wcześniej część rekreacyjno-szatniową przygotowywaną na potrzeby kortów zamienimy natomiast na powierzchnię restauracyjną – poinformował Salski.
Praca w ŁZPN przynosi równie wiele satysfakcji?
- W związku najważniejsze jest to, że prezes spełnia swoje obietnice. Cieszę się, że spełniają się plany, jakie kreśliliśmy przed wyborami. Zakładaliśmy wówczas, że Adam będzie w zarządzie PZPN, a nasi ludzie znajdą się w różnych komisjach piłkarskiej centrali. To udaje się realizować. Kolejny problem, o którym była mowa przed wyborami, dotyczył kursokonferencji dla trenerów. Chodziło nie tylko o ich organizację, ale o wypracowanie systemu umożliwiającego udział w nich każdemu szkoleniowca z naszego województwa. W tej sprawie odbyliśmy już kilka spotkań m.in. w urzędzie marszałkowskim oraz wojewódzkim urzędzie pracy. Szukamy środków, aby umożliwić trenerom kształcenie. Chcemy, by te ich kursy różnych kategorii UEFA można było sfinansować ze źródeł zewnętrznych, a nie tylko z prywatnych kieszeni. Mamy bowiem świadomość, że są to duże wydatki, zwłaszcza dla młodych trenerów.
Rozpoczynając działalność w ŁZPN wspominał pan, że chciałby doprowadzić do zmiany siedziby związku. Coś drgnęło w tym temacie?
- Lokalizacyjnie ul. Próchnika jest jak najbardziej właściwa, bo to ścisłe centrum Łodzi. Wszyscy jednak wiemy, jak wygląda sama siedziba i jak trudno w tej okolicy zaparkować. Żyjemy w czasach, w których dostęp do parkingu jest bardzo ważny, więc nawet w tym zakresie musimy ułatwiać możliwość kontaktu ze związkiem. To jeden z powodów, dla których trzeba myśleć o innej lokalizacji. Jest na nią pomysł i prezes go zna. Sakramentalne tak należy do niego, a później do zarządu. Mam nadzieję, że podczas tej kadencji siedzibę zmienimy.
W tym roku po raz pierwszy był pan delegatem na zjazd PZPN. Jakie wrażenia wywiózł pan z wyborów w centrali?
- Ogólnie pozytywne. Okazało się, że piłka naprawdę łączy i usuwa bariery między ludźmi. Nieważne, czy ktoś był reprezentantem Polski, czy znanym trenerem. Jeśli dochodziło do rozmów o piłce, to wszyscy się w to angażowali i życzliwie dzielili swoimi doświadczeniami. Ten mój pierwszy zjazd zdominowały jednak wybory. My mieliśmy tylko cztery szable, ale udało nam się zrealizować to, po co tam pojechaliśmy. To była trochę taka walka polityczna, bo szerokie grono chciało określone funkcje uzyskać. Ja w polityce nie działam, więc trochę odczułem brak tego ducha sportowego.
Rok 2016 z pewnością może pan zaliczyć do udanych. Czego można panu życzyć na kolejny?
- Prywatnie życzyłbym sobie zdrowia dla siebie i najbliższych. Zawodowo chciałbym, żeby udało się spełnić cele, jakie sobie postawiliśmy w klubie i w innych moich firmach. W klubie cel jest jeden – chcielibyśmy w czerwcu świętować awans do wyższej ligi. Mam nadzieję, że wówczas pani prezydent dotrzyma słowa i uruchomi procedury dotyczące dokończenia stadionu przy al. Unii. Należy podkreślić, że zamknięcie tej inwestycji nie będzie kosztowało tyle, co ta jedna trybuna, a całkowicie odmieni obraz tego obiektu. Będzie też wówczas duża szansa na to, żeby ten stadion finansowo się spinał. To są nasze życzenia.
Opracował: Marcin Durasik













