W sobotę nowy sezon rozpoczną zespoły występujące w grupie I trzeciej ligi, którą w tym sezonie prowadzić będzie Podlaski Związek Piłki Nożnej. Łódzki ZPN ma w tych rozgrywkach pięciu reprezentantów. Do Widzewa, Lechii Tomaszów Mazowiecki, Pelikana Łowicz i Sokoła Aleksandrów Łódzki dołączyła latem Warta Sieradz, która po rocznej przerwie powróciła na ten szczebel rywalizacji.
W przedsezonowych prognozach za głównego faworyta uznawany jest Widzew, a w klubie z al. Piłsudskiego nikt nie ukrywa, że awans jest głównym i jedynym celem zespołu. Do realizacji tego zadania Widzew przystąpi już jako spółka, w której większościowy pakiet akcji (79 procent) objął nowy inwestor. Jest nim Murapol - firma działająca na rynku deweloperskim. Pozostałe akcje są w ręku Stowarzyszenia Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew, które do tej pory samodzielnie prowadziło piłkarski zespół z al. Piłsudskiego. Oprócz pieniędzy od nowego sponsora kasę klubu znacząco wzbogacili też kibice, którzy powtórzyli swój wiosenny wyczyn i wykupili już ponad 15 tys. karnetów. To znaczący zastrzyk finansowy dla klubu, marzącego o awansie na centralny szczebel rozgrywek.
Latem postawiono w Widzewie na piłkarzy, rywalizujących w poprzednim sezonie o miano najlepszego strzelca grupy I. W klubie pozostał Daniel Mąka, który z dorobkiem 17 goli zakończył tę potyczkę na czwartym miejscu. Dołączyli do niego: trzeci w tej klasyfikacji Michał Miller (18 goli dla Finishparkietu Nowe Miasto Lubawskie) i król strzelców Daniel Świderski (21 bramek dla MKS Ełk). Oprócz nich przyszli też m.in.: obrońcy Damian Kostkowski (Finishparkiet Drwęca) i Radosław Sylwestrzak (Siarka Tarnobrzeg) oraz pomocnicy Aleksander Kwiek (Górnik Zabrze) i Bartłomiej Niedziela (Chojniczanka Chojnice). Sprowadzenie tych zawodników miało zagwarantować m.in. spokój i stabilizację w klubie. Przed startem rozgrywek atmosfera przy Piłsudskiego daleka jest jednak od sielanki. Wszystko za sprawą dość nerwowych ruchów, związanych z obsadą stanowiska trenera zespołu.
Po zakończeniu poprzednich rozgrywek uznano, że drużynę nadal będzie prowadził Przemysław Cecherz. Z tym szkoleniowcem ustalano listę transferową i jemu powierzono przygotowania do walki o ligowe punkty. Po zremisowanym 2:2 ostatnim sparingu z Elaną Toruń w klubie zrobiło się jednak gorąco i do prasy przedostała się informacja, że Cecherza zastąpi były selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda. Wielu kibiców przyjęło tę wiadomość entuzjastycznie, licząc na to, że doświadczony szkoleniowiec nawiąże do czasów sprzed dwóch dekad, gdy z piłkarzami Widzewa zdobył dwa razy mistrzostwo Polski i awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Klub co prawda oficjalnie nie potwierdził tej informacji, ale w środę Cecherz pożegnał się już z zespołem i nie zamierzał więcej pojawiać się na treningach. Dzień później znów jednak był na zajęciach i nie jest wykluczone, że w sobotę poprowadzi też widzewiaków w wyjazdowym meczu z Victorią Sulejówek (godz. 19). A Smuda ma objąć zespół w poniedziałek...
Takie zamieszanie tuż przed startem sezonu nie wystawia najlepszego świadectwa sternikom Widzewa. Sami piłkarze twierdzą jednak, że skupiają się wyłącznie na grze i realizacji zakładanego celu. - Musimy liczyć się z tym, że wszyscy będą chcieli pokrzyżować nasze plany, ale to my jesteśmy faworytami. Musimy stawić temu czoła i wygrać - powiedział przed pierwszym meczem Maciej Kazimierowicz.
Widzew rozpocznie rozgrywki meczem z beniaminkiem, natomiast Lechia w pierwszej kolejce stanie do walki z rezerwami warszawskiej Legii. Będzie to najciekawszy pojedynek inauguracji. Spotkają się w nim zespoły, które - podobnie jak Widzew - nie ukrywają wysokich aspiracji. Klub ze stolicy przed tym sezonem radykalnie zmienił podejście do drugiej drużyny i chce wywalczyć awans do 2. ligi. W realizacji tego zadania pomóc ma m.in. czterech doświadczonych graczy (Tomasz Wełnicki, Mateusz Majewski, Łukasz Turzyniecki, Tsubasa Nishi), których sprowadzono do Legii z myślą o grze w rezerwach.
Wzmocniony zespół ze stolicy w niedzielę pojawi się w Tomaszowie, gdzie o godz. 11 rozpocznie pojedynek z Lechią. Gospodarze również mierzą wysoko. W poprzednim sezonie bez ogródek mówiono o awansie, jednak skończyło się na piątym miejscu. Teraz ma być lepiej. Walkę o najwyższe cele Lechia podejmie pod wodzą Bogdana Jóźwiaka, który w Tomaszowie pojawił się w rundzie wiosennej poprzednich rozgrywek i szybko odmienił zespół stłamszony słabymi wynikami. - Problemem Lechii była szatnia. Drużyna została dobrze przygotowana do sezonu, jednak coś nie zaiskrzyło. Widać było spuszczone głowy i frustrację po porażkach. Trzeba było pobudzić drużynę, stworzyć jedność, żeby wychodząc na boisko zawodnicy walczyli jeden za drugiego. Udało się to zrobić i zakończyć rozgrywki na dobrym, piątym miejscu. Nie jest to na pewno rewelacyjny wynik, bo Lechia ma inne zamierzenia. Nie ma się jednak czego wstydzić, a w tym sezonie spróbujemy ten rezultat poprawić - powiedział Jóźwiak.
Do sezonu Lechia przystąpi m.in. bez czołowego obrońcy Bartosza Widejki (przeszedł do drugoligowego ŁKS), ale z dużą grupą nowych graczy, wśród których znaleźli się: Artur Golański (ŁKS Łódź), Adam Patora (Wisła Puławy), Tomasz Płonka (Raków Częstochowa), Piotr Kornacki (Pilica Białobrzegi), Kamil Lewiński (Szydłowianka Szydłowiec), Patryk Walasek (Oskar Przysucha) oraz młodzieżowcy Patryk Jakubczyk (Broń Radom), Mateusz Klakla (Energetyk Gryfino) i Przemysław Orzechowski (Tomasovia Tomaszów Lubelski).
Do sporego przewietrzenia doszło w szatni Sokoła, z którym pożegnało się dziewięciu zawodników. - Sztab szkoleniowy podjął takie decyzje po dokładnej obserwacji i analizie poszczególnych zawodników. Pamiętajmy, że Piotr Kupka dołączył do nas po czwartej kolejce poprzednich rozgrywek i musiał pracować z tymi, których wybrał poprzedni trener. Do pierwszych zmian kadrowych doszło w przerwie zimowej, a teraz proces został dokończony - wyjaśnił prezes Sokoła Paweł Kośla.













